Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photos. Pokaż wszystkie posty

21 listopada 2011

belgijskie obserwacje w drodze po gofra

Miesiąc w Brukseli minął niesamowicie prędko. Ze względu na marną jakoś kradzionego internetu nie spędzałam na blogowaniu zbyt wiele czasu więc mam tu teraz sporo rzeczy do odkurzenia.

Zacznę od tego kilku słów o pobycie w Brukseli. Jest to miasto wielokulturowe i widać to na pierwszy rzut oka. Właśnie ta multikulturowość zrobiła na mnie spore wrażenie... Jeśli ktoś jeździ do pracy/szkoły codziennie jakąkolwiek komunikacją miejską (w której podróż trwa mniej niż rozdział w książce czy artykuł w gazecie) śmiem twierdzić, że zaczyna prowadzić swoistą obserwację swoich współpasażerów. I tak oto bazując na obserwacjach prowadzonych w metrze wyróżnić można kilka grup ludzi mieszkających w Brukseli:

wśród płci pięknej:

1. piękna, młoda, atrakcyjna, niesamowicie umalowana i świetnie ubrana muzułmanka.
2. mniej piękna, starsza choć wciąż z atrakcyjną twarzą muzułmanka w tradycyjnym stroju swojego kraju (najczęściej z Maroka).
3. zmęczona życiem kobieta ze zniszczonymi dłońmi, jak się okazuje przy baczniejszej obserwacji, czytająca historię nieszczęśliwej miłości Beaty C. z Zabrza i jej sąsiada Zenona G. który romansował z jej siostrą...
4. młoda studentkę... specyficzne rysy (nie mówiąc dosadnie, że jest po prostu mało atrakcyjna) znaczą o tym, że ma belgijskie korzenie. Czyta, słucha muzyki lub obgryza paznokcie i nie prowadzi obserwacji.
5. grupka głośnych, hiperaktywnych studentek mówiących po angielsku - Erasmus, wiadomo...
6. słowiańska buzia, kobieta w średnim wieku, ubrana schludnie ale bez rewelacji modowych.
7. soczyście wymalowana, czarnoskóra kobieta - najczęściej z bobasem w wózku i/lub jednym obok :) swoją drogą te małe dziewczynki są super, uśmiechają się i obserwują równie bacznie, co ja ;)

wśród płci brzydkiej:

1. garniturowiec. czyta mini wydanie książki, żeby móc przeczytać ze 2 ministrony zanim wysiądzie i popędzi do swojej ważnej pracy. nie zwraca uwagi na nikogo.
2. pan i władca, często w towarzystwie pani nr 2. on siedzi, ona stoi gdy nie ma miejsc. gdy jedzie sam, przepycha się w znajomy nam wszystkim sposób "na babcię w tramwaju".
3. młody gangster... chce być tak widziany, choć w rzeczywistości wygląda prześmiesznie! obwieszony łańcuchami, ma tubkę żelu we włosach i żuje gumę tak, że wszyscy zdążyli już policzyć ilość wgryzień.
4. pan muzykant. człowiek jednego przeboju - gdy spotykasz go kilka razy wiesz już jaką piosenkę zagra.
5. grupka studentów - Erasmus. stoją bacznie jak pawiany chcąc zaimponować żeńskiej części.
6. marzyciel. ot, taki człowiek, co gapi się w okno mimo tego, że nic tam nie widać... (do tej kategorii wrzucam także żuli).
7. spracowane dłonie, czasem farba na spodniach, piwo w ręce. pracownik fizyczny (najczęściej już wracający do domu).

Kategoryzacja pomaga ogarnąć rzeczywistość. Gdy jest się w nowej rzeczywistości potrzeba pewnych standardów by mieć świadomośc, że zna się miejsce w którym się przebywa. Mam wrażenie, że gdy jest się w nowym miejscu samemu, tym bardziej potrzeba tej świadomości i wiary w to, że nie jest to złe czy niebezpieczne miejsce. Wtedy właśnie widząc młodą, czarnoskórą mamę uśmiechasz się na samą myśl, że jej córcia za moment zagapi się na Twoje kolorowe paznokcie.
Mi to wszystko pomogło. Poznałam multikulturowość miasta w najlepszy sposób jaki mogłam, zrozumiałam jego rytm widząc rytm życia ludzi którzy mieszkają w Brukseli. Zaczęłam też uczyć się drobnych zwrotów po francusku zaś widząc szaloną ilość rowerów i rowerzystów bardzo tęskniłam za swoim zielonym piesuarem i wyprawami na nim :)

PS. Obserwacje prowdzone były non stop, nie tylko w metrze... i muszę przyznać, że moim ulubionym typem brukselskiego człowieka był wyluzowany garniturowiec jadący do pracy na rowerze! :)

Jeśli chodzi o belgijskie atrakcje turystyczne muszę wspomnieć o:
1. BELGIAN WAFFLES (mimo, że belgowie (no, chyba, że dzieci albo staruszki w parkach) ich nie jedzą to kraj słynie z nich i można kupić je na każdym kroku np. w żółtych samochodach lub w okienkach specjalnych gofrowni ;)
2. kolejną rzeczą są oczywiście frytki z majonezem (i jak mawia klasyk: "they drown it in the shit!") - uwaga, bardzo ciężkie dla żołądka...
3. belgijskie piwa, do wyboru, do koloru - dosłownie!
4. czekoaldki - oh tak... pyszne, pyszne, pyyyyyszne!!!

Szczególnie polubiłam jeszcze pchli targ w dzielnicy Les Marolles w Brukseli. Targ jest do południa codziennie, jednak najwięcej ciekawych okazów można kupić w weekend, kiedy to targ działa dłużej - bardzo polecam! Kupiłam tam np. fantastyczny obrazek reklamujący wino (wyjęty z gazety z 1937r) w stanie idealnym! Ponieważ reklama jest bardzo zabawna i rowerowa - był to idealny prezent dla mego najukochańszego rowerzysty :)

Bardzo się rozpisałam chociaż nie miałam takiego planu... myślę, że idealnym podsumowaniem będzie kilka zdjęć. No i mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam ;)

Niebawem kolejne posty już z mojego craftowego życia ;)

Uściski!


gofry! :)


Leuven


Atomium, Bruksela


Mechelen


znajdź swój rower! :)

15 września 2011

w pomarańczach

Smak świeżego soku z pomarańczy.
Kolor przypraw z marokańskiego souku.
Piękny pomarańczowy sinamay od Małgosi.

Pomarańcz siedzi mi w głowie od podróży po Indiach, czyli od roku! Później okazało się, że stał się kolorem sezonu letniego... teraz, nieco osłabiony w moc, chodzi za mną będąc pięknym kolorem nadchodzącej jesieni...

Dzisiaj kilka pomarańczowych myśli...

Sok ze świeżych pomarańczy w Maroku jest tańszy niż woda. Szklaneczka kosztuje 4 marokańskie dirhamy (około 1,20 zł). Lepiej nie korzystać ze szklanek oferowanych przez panów wyciskających ten sok... można za to mieć swoją butelkę i poprosić o przelanie do niej - lub po prostu poprosić o wypełnienie jej w całości (powinny wejść spokojnie 4 szklanki).



Souki w marokańskich medynach są zagadkami. Kupisz tam wszystko: biżuterię, ceramikę, ubrania, wyroby skórzane, słodkości, przyprawy, nawet zwierzęta i mięso! (w tych ostatnich przypadkach, osoby o wrażliwym powonieniu nie powinny się tam za bardzo zagłębiać...)



Pomarańczowy sinamay skusił mnie do wykonania fascynatora w formie spinki, tym razem większych rozmiarów... Trzy lilie plus kilka ozdobników... taki jesienny wariant moich pomarańczowych myśli.



18 maja 2011

facynator

Ostatatnio jestem wyjątkowo zabiegana... Z tego też powodu nie miałam kiedy podzielić się z Wami wrażeniami z warsztatów w jakich uczestniczyłam...

Niektórzy z Was znają już Małgosię Wybrańską (http://bezkapeluszanirusz.blogspot.com/) - ta wyjątkowa osoba, modystka, dzieli się swoją wiedzą podczas warsztatów. Cieszę się, że mogłam w nich brać udział, bo o tajemniczym sinamayu słyszałam już dawno a ponieważ jest on raczej słabo dostępny to nawet przy chęciach nie miałam możliwości sprawdzić co z nim można zrobić...








a oto efekt moich starań :)









Muszę przyznać, że bardzo mi się podobała praca przy fascynatorze... może skuszę się na kupno materiałów i zrobię coś jeszcze...?

24 listopada 2010

INDIA #2

Była flora, pora więc na FAUNĘ :)

---

This time - FAUNA :)









22 listopada 2010

INDIA #1

Nie jestem mocna w pisaniu. Moim zdaniem mój język pisarski pozostawia wiele do życzenia... obiecałam jednak, że przedstawię po krótce moją wyprawę do Indii.

Ponieważ spędziłam tam 2 miesiące, cały wyjazd postanowiłam podzielić na pewne części które omówię... a właściwie pokażę.

Pamiętam mój egzamin wstępny na Wydział Fotografii, kiedy usłyszałam pytanie czemu akurat fotografuję? Odpowiedź była bajecznie prosta - bo w taki sposób najłatwiej jest mi przedstawić świat takim, jakim go widzę! Dlatego też i teraz, bez zbędnych słów chcę Wam pokazać Indie takimi, jakie je widziałam :) wiem, że będą rzeczy miłe dla oka, łechcące ślinianki i takie, które sprawią, że każda osoba z odrobiną empatii poczuje się nieco smutniej... ale takie są właśnie Indie.

dziś - FLORA.

---

I'm not a good writer, but I've promised to say something about my trip to India. I want to do it as good as I can, so I decided to show my pictures.

Remember the day of my entrance exam (Photography) and one of questions I got: why are you taking pictures? - answer was easy- because it's my way of showing others how I see World! That is why I want you all to see India the way I saw this place. Sometimes gorgeous, sometimes tasty, sometimes sad... but that's the way I see India.

today - FLORA.




6 kwietnia 2010

sesja

Moje zaległości uzupełniam stopniowo...
oto kolejna dawka zdjęć które wykonałam.

stylizacja & wizaż - Maria Maja Sakowicz

zdjęcia wykonane zostały w szczecińskim klubie i restauracji Wasabi

modelką jest klientka stylistki & wizażystki - pani Danuta







25 marca 2010

Copenhagen

Mam zaległości ale chcę je nadrobić, więc dziś kilka zdjęć z krótkiej acz treściwej wycieczki z Kopengahi :)
wielkie uściski i pozdrowienia!

I got behind with my notes, but will try to fix it up! Today few photos from my trip to Copenhagen :)
hugs and greetings!








22 grudnia 2009

w klimacie

Dawno mnie nie było, miałam sporo zajęć a czas ostatnio pędzi jak szalony... ale już jestem, nadrabiam blogowe zaległości zasypując komentarzami ;)

Byłam ostatnio w Berlinie na tamtejszych świątecznych targowiskach :) jeśli macie możliwość koniecznie odwiedźcie Niemcy w okreśie Bożonarodzeniowym... każde miasto ma swój Weihnachtsmarkt... można kupić rękodzieła różnej maści, napić się pysznego grzanego wina, zjeść kiełbę, piernika albo owoce w czekoladzie, Każdy, kto nie poczuł klimatu Świąt znajdzie go tam na 100%

---

It's been a while, I was so busy and time goes so fast... but I'm back and I'm gonna visit all blogs I know and comment every post ;)

Few days I ago I went with my friends to Berlin. Every german city in the Christmas time have own market. If you don't feel Christmas climate - just go there! You can buy crafts, drink warm wine and eat sausages, gingerbread hearts or fruits in chocolate... Everyone's gonna feel Christmas there for 100%

Take care in that cold time!













Przy okazji... Mana J, dziękuję bardzo za wyróżnienie, baaaaardzo mi miło! Przyznam bez bicia, że jeszcze nie zastanawiałam się nad przekazaniem go dalej...
http://mana-j.blogspot.com/



Trzymajcie się cieplutko bo mrozy atakują...

24 października 2009

wciąż mam w głowie jesień






Kilka jesiennych zdjęć z mojej ostatniej wyprawy do Norwegii i Danii.

---

Few autumn photos from my last trip to Norway and Denmark.



///
Zdjęcia biorą udział w jesiennym cukierkodawaniu u Marzeny :)
http://marzena-handmade.blogspot.com/2009/09/czas-na-jesienna-zabawe.html
///
Cukierki u Arctia...
http://arctia.blogspot.com/2009/10/moje-pierwsze-candy.html
///

21 sierpnia 2009

Martita in Budapest


Najważniejsze spotkanie tego wyjazdu, czyli moje Erazmusowe dziewczyny :)
od lewej: Zuza, Ildiko, ja, Julia, Jarmila i Lorena
The most important meeting in Budapest - my grils from Erazmus in Norway :)
from left side: Zuza (Poland), Ildiko (Hungary), me, Julia (Hungary), Jarmila (Czech Rep.) and Lorena (Spain)
Najśliczniejsze lody jakie kiedykolwiek widziałam!
The most gorgeous ice creams ever!


Budapest: